A zaczęło się tak:
-Jakie to cudowne...-mówiła Betfage ukojona pięknym zapachem- Takie to piękne że muszę to chyba wziąć!- krzyknęła.
Podeszła potem do niezwyczajnego różowego kwiatu i tak samo wykrzyknęła:
-Ja już nie wytrzymam! Zostaję miłośniczką kwiatów!!!!!!!!!!!!- krzyczała.
Następnie podeszła do niespotykanego rośliny, potem jeszcze do jednego a później.... zobaczyła ogiera.... na dodatek czarnego.
-Czyżby to jest Darzbór? Czemu on się tu wałęsa?!- powiedziała zdenerwowana Betfage- nie ma ani chwilki spokoju!
- Witaj Betfage. Czemu tu jesteś?- rzekł poważnym głosem Darzbór- przecie wiesz że tu jest miejsce dla ludzi!
- Cześka Darzbór! A Ty co tu robisz? Ja sobie zbieram kwiatki do kolekcji!- krzyknęła oburzona klaczka.
- Oj, Betfage... ja tu przyszedłem nie popatrzeć na kwiatki ale po Ciebie. Czy Ty- mądra klacz- nie wiesz że to jest śmiertelnie niebezpiecznie tu być?!- teraz się i Darzbór zdenerwował- Ja Cię chcę wyratować od niewoli a Ty tu się na mnie oburzasz. Jak możesz?!
- Och, Darzbór! Ja nic takiego nie wiedziałam że tu- w tym milutkim zakamarku- może być niebezpiecznie! Nie wiedziałam więc się nie denerwuj!
- No dobrze, a teraz klaczko idziemy do stada.
Tego jeszcze dnia Betfage przeprosiła Darzbóra za jej zachowanie.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz