Dzisiaj, no właściwie- nie dzisiaj robiłam te zdjęcia tylko już trochę dawno temu... ale grunt że coś jest, no nie? Dziś napiszę więc o Furii która- uciekała dość nietypową drogą dla dzikich koni...
Furia- jako roztropna klaczka wiedziała że nie wolno zapuszczać się w ludzkie okolice- a jednak, to się wydarzyło...
KRÓCIUTKA HISTORYJKA :D
A więc zaczęło się tak:
Ale klacz nie wiedziała jak blisko jest niebezpiecznych miejsc gdzie zamieszkują ludzie...
-Och Mamo zobacz jaki miły i słodziutki konik!- Oto co Furię wprowadziło w dziwny niepokój- możemy go wziąć do nas? Do naszej stodoły?
-Oj, córeczko...! Chyba możemy...- tu już pewnie wiecie że klaczka doszła do jakiejś wsi lub miasta.
-Och nie! Nie weźmiecie mnie do jakiejś zatęchłej stodoły!- krzyczała bardzo głośno Furia- Nie pozwalajcie sobie na takie zuchwalstwo!
- Co to?! Ten koń ma wściekliznę!!!- teraz krzyczała mama tamtej dziewczynki- Wynoś się! Ale już!
-He, he, he. Bardzo śmieszne! Nie musiałam nawet uciekać a oni załatwili to sami...-rzekła Furia ze złośliwym uśmieszkiem- JA? Rozwścieczonym koniem? TO JAKAŚ NIEMĄDRA BAJKA!- ale teraz już nie miała czasu na śmianie się z innych bo nagle... coś ją trzepnęło po zadzie!
Teraz już wiecie że każda mamusia chroni swoje dziecko bardzo. A więc zagadka jest bardzo prosta bo co mogło trzepnąć nieznośną Furię? No właśnie! Tylko miotła którą mama dziewczynki wzięła z szopki tuż obok. No i klacz jak niepyszna uciekała aż asfalt drżał!


















